Główna » Aktualności

Pedro says „Goeie more!”

Autor: Kufeliusz dnia 9 grudnia 2015 komentarze 4

Pozdrowienia dla wszystkich od Wojtka, Marcina i Pedro z Republiki Południowej Afryki. Kim jest Pedro? Nie słyszeliście nigdy o Don Pedro z Krainy Deszczowców? 😉

Krótka wersja opowieści o wyprawie do Porterville w RPA:
– koszty: bilet lotniczy, noclegi, wyżywienie i picie 😀
– baza wypadowa – Flyer`s Lodge w Porterville (polecamy!)
– Pedro to – szukaj w dłuższej wersji albo na samym dole 🙂

Wyjechaliśmy z Nowego Sączu przed godziną 4 rano. Do Warszawy dotarliśmy około 10:00. Na lotnisku uwaga piwo po 17 zł! Lot do Dubaju trwał około  godzin, potem 6 godzin czekania i 8 godzin do Cape Town (Kapsztad). Do Porterville podwiózł nas właściciel Flyer`s Lodge i jego żona (130 km). Na miejscu przywitała nas Terina – gospodyni Flyer`s Lodge. Jej specyficzne poczucie humoru może nie przypaść wszystkim do gustu ale my ją bardzo polubiliśmy. Wojtek był wcześniej tutaj już dwa razy więc dzięki niemu Terina polubiła naszą trójkę bardzo szybko z czym wiązały się dodatkowe przywileje w postaci wieczornych Jegermeisterów na koszt firmy „for the team”. Terina i miejscowi mieli problem z rozróżnieniem imion „Maciek” i „Marcin” w związku z czym Maciek został przemianowany na Pedra i od pierwszego dnia występuje pod tym imieniem.
Pierwszy lot wykonaliśmy następnego dnia. Miejsce jest fajne, kominów mnóstwo i bardzo bym chciał by tak było u nas. Minusem jest popołudniowa bryza, która zaczyna się około godziny 16:00. Przed pierwszym startem na odprawie dla pilotów ostrzegano nas przed tym wiatrem, że zbyt późne lądowanie może być problematyczne ale oczywiście zawsze trzeba doświadczyć czegoś na własnej skórze żeby wiedzieć o co właściwie chodzi.
Drugiego dnia miała być gorsza pogoda, silny wiatr ale mimo to udało się nam wystartować chociaż dopiero po godzinie 13. Na niebie było mnóstwo cumulusów, co było tutaj niezwykłym zjawiskiem. Wojtek i Pedro przebili się pod wiatr przez całą dolinę, ja zostałem trochę z tyłu. Udało mi się wykręcić ponad 2000 metrów i postanowiłem wracać na start. Moim jedynym zmartwieniem było tylko pilnowanie by nie wpaść w chmury. Leciałem po prostej z dość dużą prędkością cały czas w noszeniu. Kilkaset metrów niżej leciał Pedro  i nie mógł przebić się pod wiatr mimo wciśniętej belki speeda. Wojtek, który w międzyczasie wylądował, ostrzegł nas, że na ziemi wzmaga się wiatr i powinniśmy lądować. Założyłem uszy i wcisnąłem speeda i po około 30 minutach wylądowałem bez prędkości postępowej. Pedro lądował „na wstecznym”. Jeśli tu kiedyś się wybierzecie pamiętajcie by nie lekceważyć bryzy. Ten wiatr jest bardzo mocny i może naprawdę utrudnić lądowanie.
Trzeci dzień dla mnie był niezwykle ciekawy i to nie ze względu na lot ale powrót. Wylądowałem na ogrodzonym polu z bykiem ale na pomoc przybyły mi miejscowe dzieci (maks 10 lat), które byka przepędziły. Potem byłem pewien, że zostałem porwany przez gości, którzy podwozili mnie samochodem do najbliższego miasta. Po drodze zdecydowali się na mały objazd do dzielnic dla ubogich, żeby odwieźć znajomego i nie chcieli mnie wypuścić (jechałem na pace samochodu zamykanego z zewnątrz na zasuwkę jak w kibelku). Po pół godzinie dołączył do mnie Wojtek i razem pojechaliśmy kolejny odcinek również okazją i to z gościem, który mnie „porwał”. Auto tego gościa było stare i zdezelowane a kiedy zjeżdżaliśmy z przełęczy to gość nie używał hamulców i byłem pewien, że na którymś zakręcie wylecimy z trasy, zwłaszcza gdy gość nie mieścił się na zakrętach i przekraczał podwójną ciągłą. Kolejny etap podróży odbyliśmy na pace pickupa z prędkością 130 km/h – głowy urywało. Tak dla uzupełnienia Pedro wylądował na krowich plackach.
Mam nadzieję, że jutro też będzie tak ciekawie.

Jeśli komuś nie chciało się czytać: Pedro to południowoafrykański nick Perza a „Goeie more” do „Dzień dobry” i czyta się to „hoje more” 🙂

Marcin (Kufeliusz)

 

Digg this!Dodaj do del.icio.us!Stumble this!Dodaj do Techorati!Share on Facebook!Seed Newsvine!Reddit!Dodaj do Yahoo!

komentarze 4 do wpisu “Pedro says „Goeie more!””

  1. miro said:

    super ,powodzenia

  2. tomski said:

    Pedro nawet lepiej brzmi zmienie sobie w tel. 🙂 wrzucie jakies fotki , albo linka na jakie picaso

  3. mgo said:

    dobre, dobreee!
    Carramba, don Pedro, foty,foty!!

  4. wlaskow said:

    Bravo! Jesteście kozakami. Latacie Zulusom nad głowami.
    Szacun. Godnie reprezentujcie polskich paralotniarzy i cało wróćcie do macierzy.

    PS.
    Marcinie – przy kosztach imprezy nie wspominaj proszę o 17 zł za piwo na Okęciu. Zlituj się nad nami 🙂

Zostaw odpowiedź:

Musisz się zalogować aby móc komentować.

Copyright ©2024 Cumulus24 – portal zrzeszający paralotniarzy z Beskidu Niskiego i nie tylko…, wszystkie prawa zastrzeżone. Webmaster: janec